Dodano dnia: 31 lipca 2010 | Dodaj komentarz | Share
Ruszył kolejny etap przygotowań do wyprawy w rejon Tybetu. Tym razem rzecz będzie o wizach, na które poczekam najbliższe 2 tygodnie. Potrzebuję łączenie trzech wiz: do Chin, Nepalu i Indii. Oprócz tego będę potrzebować specjalnych pozwoleń na wjazd do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.

Część z tych pozwoleń uda mi się załatwić w Polsce. W Warszawie znajdują się ambasada Chińskiej Republiki Ludowej oraz ambasada Indii. Wnioski wizowe można złożyć bezpośrednio w ambasadach (co dla aplikujących spoza Warszawy może być trochę utrudnione). W przypadku Indii - wniosek można dostarczyć kurierem. Można także skorzystać z jednej z firm zajmujących się pośrednictwem w załatwianiu wiz - koszty pośrednictwa w stosunku do kosztów podróży do Warszawy i z powrotem (Chiny) są niewielkie (ok 60-80PLN). W obu przypadkach należy uzupełnić wg. dostępnych na stronach ambasad szablony dokumentów, nakleić zdjęcie i razem z paszportem (musi być ważny jeszcze przez minimum 6 miesięcy) dostarczyć tak przygotowaną paczkę. Procedury te zmieniają się co jakiś czas więc warto najpierw poszukać aktualnych informacji na stronach w/w ambasad lub pośredników.

Ceny kształtują się w zależności od rodzaju wizy i procedury ich przyznawania. Mam jeszcze sporo czasu do wyjazdu więc skorzystałem z ekonomicznych trybów co jest najtańszą opcją. Wiza do Chin kosztuje 220 PLN, do Indii 184 PLN - w obu przypadkach mowa o wizach turystycznych. Nie pozostało nic innego jak czekać na pozytywne rozpatrzenie i odpowiednie "naklejki" w paszporcie. Ze względu na możliwość uzyskania wizy do Nepalu na granicy (koszt ok. 30USD), zdecydowałem się załatwić takie pozwolenie już na granicy Chiny - Nepal, w drodze do Katmandu.

Z pozwoleniami na wjazd i poruszanie się po Tybecie jest trochę inaczej. Żeby dostać tego rodzaju pozwolenie muszę w paszporcie posiadać ważną wizę do Chin i następnie przesłać kserokopię paszportu i wizy do jednej z agencji w Chinach lub Tybecie. Mało tego, pozwolenie takie można otrzymać jedynie po wykupieniu oficjalnej wycieczki do Tybetu. Mało to wdzięczny temat dla backpackersów ale o tym napiszę szerzej w kolejnym dzienniku.





          














Jak się nazywasz:
Twój komentarz: